Jan Paweł II w 1999 – z telefonem na mszy świętej


W czerwcu 1999 r. papież Jan Paweł II spędził w Polsce aż dwa tygodnie. Odwiedził cały kraj – od morza po góry, od Suwalszczyzny po Śląsk. Jako dziennikarka pracowałam w ekipie Polskiej Agencji Prasowej relacjonującej jego wizytę.

Przed wyjazdem w redakcji atmosfera była napięta. Szef newsroomu PAP Wojciech Kaźmierczak  zdecydował, że w papieskiej ekipie będą głównie młodzi dziennikarze. Oburzyło to starszych kolegów. Obsługa papieskiej wizyty to zawodowe wyzwanie, ale i zaszczyt. Wyjątkowe wydarzenie, które pamięta się przez całe życie.

Pracowałam w PAP od kilku miesięcy. Wiedziałam, że przez te dwa tygodnie czerwca, gdy papież Jan Paweł II będzie w Polsce, muszę dać z siebie wszystko. Była ekscytacja i poczucie, że nie mogę zawieść Wojtka.

Było mało snu, długie podróże, godziny spędzone w słońcu i deszczu. Do sektorów trzeba było wchodzić na kilka godzin przed mszą, w jej trakcie nadawać depesze, później rozmawiać z wiernymi, politykami, służbami porządkowymi, szukać ciekawostek. Jednego dnia Siedlce, następnego Warszawa, a nazajutrz Gliwice.

Siedlce

W Siedlcach po całym dniu spędzonym na błoniach, spalone od słońca i wykończone po intensywnej pracy, chciałyśmy z Sylwią, moją koleżanką z redakcji, wracać służbowym fiatem bravią do Warszawy. Błonia już opustoszały, parking też, a nasz gruchot właśnie postanowił, że nie odpali. Jakby wrażeń tego dnia było za mało, musiałyśmy jeszcze wezwać pomoc drogową, zapakować samochód na lawetę. Miałyśmy szczęście, że do Warszawy zabrał nas swoim samochodem fotoreporter Gazety Wyborczej.

Praca reportera w terenie dwadzieścia jeden lat temu była specyficzna. Nie było smartfonów i stałego dostępu do sieci. Relacje układaliśmy w głowie i dyktowaliśmy je przez telefon paniom teletypistkom w redakcji w Warszawie. One je pisały na komputerze i wrzucały do serwisu.

Miałam wielką satysfakcję, gdy następnego dnia widziałam moje depesze wydrukowane w gazetach. Cieszyła też życzliwość wiernych i oficjeli, którzy z powodu spotkania z papieżem byli szczególnie mili i otwarci. Pamiętam też radość na koniec każdego dnia, mimo zmęczenia, której powodem były słowa papieża i możliwość obserwowania go z bliska.

Praca w czasie mszy

Niestety nie wszyscy byli tak samo uniesieni, tak samo życzliwi wobec nas i nie wszyscy rozumieli naszą ciężką pracę. Na moim blogu w Salon24.pl napisałam o pracy przy tej pielgrzymce i niegodnym  zachowaniu pewnego redaktora: Pielgrzymka Jana Pawła II i donos redaktora.

Po wizycie Jana Pawła II w miesięczniku „Press” ukazał się artykuł Mikołaja Lizuta, dziennikarza Gazety Wyborczej, który jeździł za Ojcem Świętym w Volo Papale. Mikołaj opisał swoje doświadczenia z pielgrzymki. Swój tekst zakończył słowami:

„Wielu z nas zadawało sobie pytanie, na ile, obsługując papieską wizytę, można przeżywać religijne wydarzenia i czynnie w nich uczestniczyć. Jest to niezwykle trudne. Często zachowanie dziennikarzy na zwyżkach prasowych podczas mszy raziło księży i wiernych. – Jak można rozmawiać przez telefon podczas podniesienia? – mówili oburzeni ludzie stojący koło sektorów prasowych. Tymczasem podczas mszy między dziennikarzami a setkami tysięcy wiernych jest zasadnicza różnica. Oni są tam po to, by się modlić i słuchać Papieża – my jesteśmy w pracy.” („Press”, 15 VII 1999)

Nie wiem, czy Mikołaj był świadkiem zdarzenia, które opisałam na moim blogu (link powyżej). Pamiętam, że te jego słowa bardzo mi wtedy pomogły.

 

Kategorie